Święty Ziemi Kłodzkiej ks. Gerhard Hirschfelder 1907-1942

Błogosławiony znaczy święty

0

Ks. Gerhard Hirschfelder to postać która może wielu zainspirować, tak jak zainspirowała mnie. Przez kościół jest zakwalifikowany jak „błogosławiony”, co w praktyce oznacza, że uznawany jest za świętego. Różnica między błogosławionym a świętym jest taka, że kult świętego obejmuje cały świat, z kolei kult błogosławionego jest bardziej lokalny. Tak to właśnie jest z ks. Gerhardem Hirschfelderem. Jest jednym z setek, tysięcy świętych którzy dali olbrzymi świadectwo wierności zasadom, dobru, Bogu, kościołowi. Ale tak naprawdę słyszało o nim niewielu – głównie ludzie związani z Kotliną Kłodzką.

Nie powinno się prowadzić jakiejś klasyfikacji świętych, czy rywalizacji między nimi. Jednakże lubię myśleć, że Ks. Gerhard Hirschfelder, dzięki temu, że jest tak stosunkowo „mało znany” jako święty, jest też postacią bardziej dostępną i mogącą poświęcić nam więcej uwagi. Oczywiście wiem, że to z jednej strony niepoważne tak klasyfikować zmarłych świętych mężów, z drugiej strony ciężko nie przykładać naszej ziemskiej miary do spraw duchowych. Wszak sam człowiek jest stworzony na podobieństwo Boga, więc my jesteśmy do Boga podobni, a Bóg do nas. Należy jednak pamiętać, że Bóg jest wszechmogący i w jego przypadku nie ma najmniejszego problemu, żeby słuchał setek milionów, czy nawet miliardów ludzi na świecie naraz. A może mówimy o dziesiątkach miliardów dusz, wszak nie wiem, czy zmarli, będący „po drugiej stronie” zaprzestają modlitwy? Przecież nie jest powiedziane – bo nie wiemy jak to wygląda – że przechodząc na drugą stronę, nawet idąc do nieba, mamy bezpośredni dostęp do Boga. Nawet biorąc pod uwagę fakt, że czas i przestrzeń w tym innym wymiarze są całkowicie inne niż na naszym ziemskim padole, uważam to za wątpliwe. Tak wiem, to moja własna interpretacja zaświatów, jednakże zważywszy na relacje ludzi którzy twierdzą, że widzieli Boga, wydaje mi się, że te miliardy które już są w zaświatach po prostu by go zamęczyły ciągła chęcią przebywania przy nim. No ale tutaj za bardzo odszedłem od rozważań dot. świętych i błogosławionych mężów, których nie ma już dzisiaj z nami.

W każdym razie – to że człowiek który umarł zostaje świętym, nie czyni zeń Boga, a więc nie jest on wszechmogący. Zastanawiam się czasem, jak po tamtej stronie radzi sobie chociażby Jan Paweł II – papież, beatyfikowany, bez wątpienia święty. Na pewno modli się do niego setki tysięcy, jeśli nie miliony wiernych każdego dnia. Czy podobnie jak Bóg, „nasz” papież jest w stanie wysłuchać każdej z tych modlitw osobno?

Ksiądz Gerhard Hirschfelder inspiruje mnie. Pochodzi z małego miasta, podobnie jak i ja oraz większość z nas. Jeśli sobie przeczytamy jego biografię, choć często dziurawa jak sito, wyłania nam się obraz bardzo normalnego, żeby nie powiedzieć zwykłego człowieka, w sensie stricte czysto życiowym. Gerhard miał trudno i pod górkę, ponieważ był nieślubnym dzieckiem. Był też wątłej budowy ciała. Nie był też szkolnym prymusem. Ale nie ma to znaczenia, nie każdy musi być wybitny, wybitnie mądry, uzdolniony, silny i przebojowy. Miał za to ogromne pokłady sympatii i miłości dla swoich parafian, głęboką wiarę i oddanie Kościołowi i jego zasadom. To właśnie jest ważne w życiu. Znajdź coś wartościowego, i bądź temu wierny. Masz mały biznesik? Rozwijaj go, pracuj sumiennie, rzetelnie i uczciwie nad nim. Dbaj o swoją rodzinę, wychowuj dzieci na dobrych ludzi. Pomagaj innym wokół siebie. Żyj w zgodzie z Bogiem i jego naukami. Żyj w zgodzie z zasadami dobra. Nie oczekuj za to nagród i poklasku. Nagrodą będzie poczucie, że jesteś w zgodzie z samym sobą, a przy odrobinie szczęścia nagroda będzie czekała także po zakończeniu misji życia na tym świecie.

W dzisiejszym świecie, każdy chce być na piedestale, sławny, doceniany, wręcz przeceniany, podziwiany. Ludzie pomagają – może i z dobrego serca – ale potem chwalą się tym na social mediach, stawiając się wyżej od tych którzy pomagają mniej. Czy na tym to ma polegać? Czy bycie dobrym człowiekiem, czy pomoc bliźniemu ma polegać na zdobywaniu poklasku i wywyższaniu się ponad innych? Gerhard pomagał swoim parafianom, prowadził posługę najlepiej jak tylko potrafił. Nie oczekiwał za to nagrody. Nie uważał, jak większość ludzi dzisiaj, że należy mu się dostatnie, pełne sukcesów życie w zamian za to, że jest dobry. Nie myślał tymi kategoriami, co jest błędem który my dzisiaj popełniamy. Tak to nie działa, i przykład Gerharda Hirschfeldera może być tutaj modelowy. Można zapytać bowiem, co dostał w zamian za swoją niezłomną i dobrą postawę? Obóz koncentracyjny, cierpienie, choroby, głód i katorgę? Ale czy to na pewno jest w zamian. Błogosławiony Gerhard Hirschfelder dziękował Bogu za to, że może doświadczać cierpienia. To już jest tak wysoki poziom wiary i poświęcenia, że przyznam szczerze mnie przerasta. Ile razy, gdy coś złego się wydarzy w naszym życiu – w moim też – pytamy: dlaczego ja? Dlaczego mi się to przytrafia? Dlaczego ja zachorowałem? Dlaczego mi powódź zabrała cały dobytek? Dlaczego ja jestem niesłusznie o coś oskarżony? Dlaczego bliska mi osoba cierpi? Przecież jestem dobry, nikogo nie krzywdzę, chodzę do kościoła, regularnie wpłacam na różne szczytne cele. Więc chyba należy mi się od życia jakiś uśmiech? Przecież mówią, że dobro wraca. Przecież mówią, że za złe uczynki karma ukarze szubrawca.

Otóż nie, a przynajmniej nie w tym życiu, nie w tej rzeczywistości. I przykład Gerharda Hirschfeldera jest tutaj doskonały. Mimo niezłomności i trwaniu przy zasadach chrześcijaństwa, mimo wytrwałości nawet w obliczu konfrontacji z najstraszniejszym reżimem totalitarnym w dziejach, mimo trwania i miłości do Boga nawet w czasie okrutnej próby – przebywania w więzieniu czy w obozie koncentracyjnym. Mimo tego wszystkiego… Czy Gerhard dostał odpłatę w postaci dobra? Niestety nie, zmarł z wycieńczenia w bardzo młodym wieku, nagroda w doczesnym życiu nigdy nie przyszła. Czy to jest brak sprawiedliwości. Bez wątpienia w naszym prostym, ludzkim rozumieniu – tak, jest to niesprawiedliwość. Ale przede wszystkim nauka jaka dla nas powinna płynąć z życia ks. Gerharda Hirschfeldera jest taka, że świat tak nie działa, jak byśmy chcieli żeby działał. Świat nie działa w ten sposób, że za dobro odpłaca dobrem. Niestety ludzie wokół nas mają wolną wolę, Bóg nie ingeruje w ich działania, bo tylko tak może ich potem obiektywnie ocenić, ich postępowanie i życie. Więc jeśli ktoś chce mnie skrzywdzić, to Bóg nie zstąpi z niebios, bo byłem dobrym człowiekiem i nie powstrzyma go. Taka nauka płynie z życie Gerharda Hirschfeldera – tak nie działa ten świat.

Ale wierzymy, że jest sąd ostateczny. Że to właśnie tam, po śmierci, zostajemy rozliczeni. Że to właśnie tam, na sądzie ostatecznym, jest prawdziwa sprawiedliwość. Podsumowanie naszego postępowania na ziemi – źli i okrutni nie unikną kary. Kary po stokroć gorszej, niż więzienie w doczesnym świecie. Kary wiecznej, kary potępienia, kary piekła. A dobrzy nie unikną nagrody. Wierzący czy niewierzący, różnych wyznań – to nieistotne. Ważne jakimi ludźmi byli, ile dobra i zła wyrządzili. Tutaj zostaniemy rozliczeni, i czeka nas nagroda lub kara. W to wierzymy, w to chcemy wierzyć. Czy tak jest na pewno? Oczywiście, że nie na pewno. Jeżeli coś jest „na pewno”, to już nie jest wiarą, jest wiedzą. A my tego nie wiemy, my w to wierzymy, chcemy, żeby tak było. Jest to piękna wizja, i ja również mam nadzieję, że prawdziwa.

A wracając do Gerharda – na pewno nie jest tak „rozchwytywanym” w modlitwach świętym jak chociażby przytoczony tutaj Jan Paweł II. W niczym mu to nie umniejsza,a myślę, że jest duża szansa, że bardziej pochyli się nad naszymi słowami. Nie dla tego, że nasz kochany Jan Paweł II nie chce, ale po prostu może nie móc, wszak bycie świętym nie oznacza bycia Bogiem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *